wtorek, 20 maja 2014

Destroy Kill And Will Save

 Mój umysł się obudził ale ciało nie koniecznie. Znów byłam w ciemności a z każdej strony dochodziły dźwięki pikania. Jestem w szpitalu, skąd to wiem..? W ostatnich tygodniach byłam tu 5 razy po moich wypadkach, można powiedzieć że to mój 3 dom nie chciany ale i tak odwiedzany.
- Megan wróć..!! Tyle razy zaliczyłaś glebę i tyle razy otworzyłaś oczy, otwórz je teraz..- usłyszałam głos Natahana.
Próbowałam podnieść powieki i udało mi się ale zaraz je zamknęłam ponieważ jasne światło bije po oczach.
- Zgaś to cholerne światło - wysyczałam zasłaniając oczy dłonią. Usłyszałam kroki i pstryknięcie. Otworzyłam oczy teraz w sali panował pół mrok a obok mnie na żelaznym krześle siedział Natahan.
- Wiedziałem że się wyliżesz 0- powiedział klepiąc mnie po ramieniu.
- Wydaje mi się że tam na górze i na dole mnie nie lubią bo nie pozwalają mi się odwiedzić - powiedziałam i oboje się roześmialiśmy ale Natahan był aż za bardzo poważny.
- Co z dziewczynami.? - zapytałam a jego mina mówiła sama za siebie.
- Kortni się wyliże ale Amy..ona..- nie mógł nic powiedzieć - Jest w śpiączce nie da się jej obudzić, co kilka godzin jej serce staje.
Na te słowa czułam że i moje stanęło, moja siostra..
- Zabiłam własną siostrę - powiedziałam chowając twarz w dłoniach.
- Z doktorskiego punktu widzenia ona żyje - powiedział chłopak chcąc mnie pocieszyć.
- Zabiję tego gnoja co wysadził ten cholerny magazyn i zabił tego cholernego Marka - powiedziałam zaciskając dłonie na białej pościeli. Aparatura zaczęła szybciej bić a z każdym piknięciem narastała moja złość. Na siebie, na auto, na ogień i na wszystkich.
- Megan posłuchaj mnie, myślę że Amy jest bezpieczniejsza w takim stanie jakim jest - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem co on pierdoli..? - Nie tylko na waszym torze był wypadek na moim też. Obok twojego domu były dwa wybuchy a wszystkie lepsze tory są zniszczone. A ilość ofiar śmiertelnych  za niedługo pobije katastrofę w Las Vegas.
Pamiętam to były to światowe nielegalne wyścigi, było nas chyba z 50 tysięcy na jednym ogromnym torze, jak się okazało wypchanym minami. Przeżyli tylko ci co się nie ścigali tak jak ja miałam złamaną rękę i on bo go zmusiłam.
- Chyba ktoś bardzo nie lubi wyścigów - powiedziałam pod nosem ale Nat to usłyszał.
- Chyba tak..- powiedział.
- Jest mi coś poważnego..? - zapytałam powoli siadając nie czułam bólu.
- O dziwo lub nie. Parę szyć i siniaków - powiedział a ja się uśmiechnęłam. Zawsze wychodzę cało a coraz częściej bez większego szwanku.
- Mogę wyjść..? - zapytałam a on pokiwał głową.
- Doktor Limo już to załatwił tylko jeden podpis - powiedział podając mi teczkę.
- A  Kortni..? - zapytałam podpisując świstek papieru.
- Chyba przejęła coś po tobie bo ma tylko skręcony nadgarstek - powiedział chłopak odpinając mi wszystkie dziadostwa do których byłam podłączona.

Wyszliśmy z sali i poszliśmy do Amy, leżała taka drobniutka na dużym szpitalnym łóżku a jej serce biło raz szybko raz powoli. Podeszłam do niej i pocałowałam w czoło.
- Wybacz kochanie - powiedziałam i uśmiechnęłam się do cioci Alle która już czuwała przy jej łóżku, ona wiedział o wszystkim i zawsze była przy małej bo to ona była jej opiekunką.
Wyszłam z sali i poszłam z Natahanem do mojej drugiej siostry, która jak tylko mnie zobaczyła rzuciła mi się w ramiona.
- Przepraszam - powiedziałam gładząc ją po włosach.
- Megan to nie twoja wina to ten idiota który panoszył się po torze z benzyną - powiedziała patrząc mi w  oczy.
- Kortni widziałaś go..? - zaprzeczyła, widziała tylko go od tyłu i miał kaptur.

Do mieszkania Natahana i również naszego jechaliśmy w ciszy, ale coś mi się przypomniało.
- To nie ty mnie przywiozłeś do szpitala prawda..? - zapytałam ściszając radio.
- No wiesz ja sam ratowałem sobie dupę - powiedział drapiąc się w szyję.
- Więc komu mam dziękować..? - zapytałam biorąc z schowka czekoladowego batona.
- Tomilsonowi - na jego słowa się zakrztusiłam, mam dziękować mojemu wrogowi.
- Chyba obejdzie się bez przeprosin.- powiedziałam.

Na szczęście już byliśmy pod domem, zaprowadziłam Kortni do pokoju i sama wskoczyłam pod prysznic to wszystko było pojebane.
Miałam dość, a już muszę zaczynać nowy dzień.
Wyszłam z łazienki i narzuciłam na siebie czarne spodnie i szarą bluzę.
W kuchni czekały na mnie kanapki i Tomilson.
- Co ty tu do pana robisz..? - zapytałam chłodno siadając na przeciwko niego.
- Jeśli jeszcze nie ogarnęłaś dalej przyjaźnię się z Natem - powiedział uśmiechając się denerwująco.
- Nat pojechał - powiedziałam zajadając kanapkę.
- Mam czas - powiedział wyciągając telefon.
Przewróciłam oczami i dokończyłam kanapkę, gdy miałam już wchodzić na górę usłyszałam dzwonek do drzwi, po patrzyłam na zegarek była 6;00. Czy ci ludzie nie mają spania..?
Otworzyłam drzwi ale gdy zobaczyłam kto tam stoi zatrzasnęłam je z trzaskiem, jak najszybciej poszłam do kuchni i usiadłam na krześle mając nadzieję że uzna to za miłą aluzję nie wchodź bo ci kurwa łeb rozjebie.
Niestety  Sally nie ogarnia żadnych aluzji.
- Co tu robisz..? - zapytałam chłodno gdy dziewczyna przylepiła się do boku Tomilsona.
- Natahan kazał wpaść bo jest to coś ważnego - powiedziała wywracając oczami.

Byłam pewna że to nie jedyny powód, chciała mi pokazać  że Tommo jest jej, wielkie mi hallo.
Siedzieliśmy w kuchni w całkowitym milczeniu które przerywało tykanie zegara albo pocałunki Sally i Tomilsona. Od czasu do czasu udawałam że mam odruchy wymiotne ale oni nie zwrócili na mnie uwagi.
- Meg powiedz mi jakim cudem z każdego tragicznego wypadku wychodzisz cało choć na początku jesteś bliska końca..? - zapytał Louis odklejając się od Sally.
- Co znowu miała wypadek..? - zapytała Sally śmiejąc się - Dziewczyno bo zacznę uważać że ty jeździć nie umiesz.
- Przepraszam że nie jestem tobą i gdy coś się dzieje spieprzam do Meksyku - powiedziałam arogancko.
- Ja przynajmniej nie chcę się zabić żeby być blisko jakiegoś dziwkarza. Co..? Trafiłam w sedno. Chcesz sobie  z nim pogadać i popieprzyć bo nikt inny cię nie chce..? Tylko Nick trafił do piekła a ty trafisz mała kurwo do Tartaru. - powiedziała jadowicie a ja zacisnęłam dłonie w pięści a usta zwinęłam w wąską kreskę.
- Dziwką możesz być ty Ally. A jeszcze raz wymówisz imię Nicka to nie będziesz miała czym mówić. I zapamiętaj że twój Tommo też mnie pieprzył na boku gdy ty sobie jeździłaś na ostatnim miejscu.  - każde słowo mówiłam powoli i jadowicie. Na twarzy dziewczyny było widać rozbawienie, strach i na końcu złość.
- Byłaś dziwką nic dziwnego że chłopak się zabił, nie mógł wytrzymać - dziewczyna nie mogła skończyć ponieważ rzuciłam się na nią i pięściami zaczęłam okładać jej wymalowaną twarz. Po kilku ciosach dziewczyny poczułam jak z nosa cieknie mi krew ale i ja miałam pięści w jej krwi.
Wpadłam w amok, każde jej słowo na temat Nicka zostało wbite w jej twarz, każde słowo na temat mnie tak samo. Dziewczyna zaczęła krzyczeć gdy usłyszała jak drzwi frontowe się otwierają.
Krzycz dziwko krzycz bo twój chłoptaś ci nie pomoże zna moją zasadę.

Gdy ciało A działa na ciało B ciało C się nie wpierdala. 

Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona i odciąga od tej kretynki, zaczęłam się szarpać i wierzgać gdy poczułam uderzenie w policzek.
Popatrzyłam z wyrzutem na Nicki a ona tylko się ciepło uśmiechnęła, gdy zostałam postawiona na ziemi natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam swojego kolejnego wroga pana szanownego Luka Nicolsona.
- Natahan chcesz mnie dobić..? Bo zapraszasz do mieszkania ludzi których nienawidzę - powiedziałam oddalając się od Luka, był moim wrogiem który aż za dobrze się ściga.
- Gwiazduniu sprawa jest poważna - powiedział Tomilson a ja przewróciłam oczami.
- Te wypadki nie były przypadkowe - zaczął mówić Natahan, na jego słowa wszyscy się uciszyli i słuchali w spokoju. - Były 4 wypadki na torach. Pierwszy to wybuch Megan, drugi strzelanina u Luka i Tomilsona, trzeci zapadnięcie się na mój tor paru budynków a ostatni był na torze Nicki która jednak się nie ścigała.
Więc jak mówię to nie mógł być przypadek ponieważ wybuchy były tylko jak na razie na naszych torach.
- Ale jakby ktoś chciał nas zabić to by to zrobił, patrząc na wydarzenia. - powiedziała Nicki nawijając kosmyk włosów na palec, to jej jedyna słabość robi tak gdy jest przerażona. Zaczęłam powoli analizować całą sytuację :ktoś nie chciał nas zabić tylko dać ostrzeżenie, że mamy być czujni bo możemy w każdej sekundzie zginąć.
- ktoś nie chciał nas zabić tylko dać ostrzeżenie, że mamy być czujni bo możemy w każdej sekundzie zginąć. - powiedzieliśmy równo z Lukiem, popatrzyłam na niego zła a on tylko poruszył brwiami.
- Tak a przez ostrzeżenie ma na myśli wysłanie osób na których nam zależy do szpitala - powiedział Natahan, zaczerpnęłam głośno powietrza czyli Amy miała zapaść w śpiączkę..?
- Mój 5 letni brat ma złamaną nogę i rękę ale jest bezpieczny - powiedziała Nicki smutno.
- Moja mama miała wypadek samochodowy leży w szpitalu ma wstrząs mózgu - dodał Tomilson.
- Ja nie mam nikogo ważnego - powiedział Luke wzruszając ramionami.
Wszyscy popatrzyli na mnie wyczekująco, a ja pokręciłam przecząco głową. Po co mają wiedzieć że bezuczuciowa Megan ma osoby na których jej zależy..? Wolę żeby dalej trzymali się pozorów.
- Więc zapewne następnym razem uderzą w Megan i Natahana - powiedział ponuro Tomilson.

A ja poczułam się jak w kryminalne, czy naprawdę grozi nam jakieś niebezpieczeństwo..?

Kochanie Niebezpieczeństwo to mało powiedziane. 
Pamiętaj o Kortni. 

Mama miała rację zawsze zapominam o mojej siostrze, nie zwracając uwagi na innych pobiegłam na górę i kazałam się jej spakować a sama zadzwoniłam po wujka Enkiego. Po 20 minutach Kortni już nie było, była bezpieczna tak przynajmniej myślę. 
Nagle za wibrował mi telefon  gdy go odblokowałam zmroziło mi krew w żyłach. 

Od : Nieznany 

Nie dasz rady wszystkich uratować księżniczko. 
{*} 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz