czwartek, 22 maja 2014

Memories ~

 Zaczęłam głośno oddychać, odrzuciłam telefon na łóżko i zeszłam na dół gdzie trwała zażarta konwersacja.
- My z nią..? - zapytała irytującym głosikiem Sally.
- Stary ty się chyba w łeb jebnąłeś - usłyszałam ironie Luka, byłam ciekawa o co chodzi.
- Słuchajcie nie wiem  z jakiego powodu ale ktoś chce nas zabić i w pewnym sensie grozi nam niebezpieczeństwo..musimy trzymać się razem czyli mieszkamy razem - usłyszałam głos Louisa, to był ten ton który oznaczał że tak ma być i nikt nie podważa jego zdania.
Zacisnęłam usta i wyszłam za rogu, wszyscy ucichli czekając aż wybuchnę ale nie mają co liczyć. Bez słowa podeszłam do drzwi i je otworzyłam, miałam już wychodzić kiedy  poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Mocniej zacisnęłam usta i wyszarpałam ramię z uścisku.
Dlaczego tak  się tym przejęłam..? Kiedyś byliśmy zgraną paczką , mieszkaliśmy razem i również się ścigaliśmy. Ale wszystko się zniszczyło, wspólne chwile zastąpiły kłótnie wspólne śmiechy zastąpiły łzy. A wszyscy wmawiali mi że to moja wina. Nie pokochałaś go, Nie pomogłaś jej , byłaś fundament ale coś był ważniejsze. Nienawidzę ich bo gdy ich potrzebowałam odwrócili się i pokazali że zostałam sama.

Nie wiem jak ale doszłam na cmentarz, wszystko było takie same ciche, mroczne i tajemnicze. Moja mama mówiła że każdy grób ma swoją tajemnicę i swoją własną historię której nikt już nie pozna.
Zawsze bałam się tu przychodzić, ale teraz to moje miejsce mój schron. Czuję że to jedyne miejsce w którym mogę w spokoju pobyć z osobami które kocham.
Podeszłam do dwóch jasnych grobów to byli ludzie których kochałam a teraz jak zwykle zostałam sama.
Otarłam wierzchem dłoni swoje słone łzy, gdy tu się pojawiam wszystko uderza we mnie ze zdwojoną siłą bo wiem że ich już nie ma.
- Mamo dlaczego oni znów wpieprzają się w moje życie..? - zapytałam kładąc czoło na lodowatym marmurze. - A co jeśli chcę umrzeć..? Co jeśli chcę skończyć to wszystko i być przy tobie..? Nie mam racji przecież nie chcesz mnie tam wolisz patrzeć jak cierpię tutaj. A moje rany to co woda dla ciebie.? Taka niby ważna, tęsknię za tobą bo sama nie daję rady.
Gdy skończyłam z nadzieją patrzyłam na zdjęcie mojej mamy czekając aż odpowie, wiem że jestem głupia ale jej obecność jest wręcz namacalna.Najwyraźniej jednak nie aż tak bardzo bo nic się nie stało. Odwróciłam się w stronę drugiego grobu i tym razem popatrzyłam w twarz osoby bliskiej memy sercu aż za bardzo.
- Nick pewnie teraz być powiedział jakim to jestem cykorem, że przecież ja nie przegrywam chyba że z tobą.  Twoja ironia i zdenerwowanie podziałały by jak solidny kopniak w dupę. Ale nie ma cię tu i nie ma mi kto pomóc. Dlaczego to ty mnie uratowałeś..? Świat bardziej potrzebuję ciebie niż mnie. To wszystko jest nie warte bo nie ma cię tu.

I kolejny raz zero reakcji, w sumie to na co ja liczę..? Że zmartwychwstanie i mnie przytuli..?
Czułam jak moje całe zdenerwowanie mnie opuszcza a ja robię się spokojna. Rozejrzałam się i poszłam w kierunku domu wsłuchując się w wstające miasto.
Gdy weszłam do środka jedyne co usłyszałam to tykanie zegara, może ci wszyscy pacyfiarze się wynieśli..?
Nie chciałam tego sprawdzać, otworzyłam jedyne drzwi w korytarzu i zeszłam do piwnicy.
Która wcale nie była piwnicą , gdy wszyscy tu mieszkaliśmy każdy miał swój kąt Nick piwnice a ja dach. Pomogłam mu zrobić tu swoje jedyne sanktuarium do którego nawet ja nie mogłam czasami wejść. Była tu siłownia, pokój i pusta sala gdzie podłoga była z materacy a na środku wisiał worek, choć gdy Nick się zdenerwował to uderzał we wszystko.
To własnie pomieszczenie było moim jedynym celem, ściągnęłam buty i bluzę a włosy związałam w kucyka.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam uderzać w twardą skórę, z każdym uderzeniem czułam jak skóra zdziera się na moich kostkach ale o to chodziło mogłam przelać całe smutki na ten jebany worek i całkowicie się wyciszyć. Może była niezrównoważona ale przeżyłam chuj w dużo i to wszystko zostało we mnie.
Skończyłam gdy nie mogłam wziąć wdechu, opadłam na materac i zamknęłam oczy.

- Poddajesz się.? - zapytał patrząc mi w oczy. 
- Tak - powiedziałam a mój głos się załamał. 
- Nie płacz mała - szepnął delikatnie ścierając łzy. 
- Mam nie płakać..? To co mam robić..? - zapytałam ironicznie. 
- Na przykład mnie całować..? - zapytał zabawnie poruszając brwiami. 
Popatrzyłam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam. 
- Nic nie warte rzeczy są nie warte marnowania czasu. - Teraz nie płakałam, mój głos był spokojny. 
- Czemu ma być to nic nie warte - zapytał siadając obok mnie tak blisko że nasze ramiona się stykały. 
- Bo ja jestem nic nie warta - powiedziałam odsuwając się od niego. 
- Dla mnie jesteś najcenniejsza - szepnął zaciskając swoją dłoń na moim nadgarstku. 
- Czego ty chcesz.? - zapytałam patrząc w jego niebieskie oczy. 
- Chcę żebyś znowu była silna, chcę żeby znowu  jedynym twoim nigdy było to że nigdy się nie poddasz. Chcę żeby na twojej twarzy łez nie było widać -  zamknęłam oczy, te słowa mówił mi Nick. 
- Nie doczekasz się, przykro mi że nie dam rady zrobić tego co chcesz ale możesz dojść do kolejki " to wina Megan" - Chłopak popatrzył na mnie smutno, o proszę kolejna osoba którą zraniłam. 
- Megan czemu mnie od siebie odpychasz.? - zapytał spuszczając wzrok. 
- Ludzie ranią a ja już mam dość ran - powiedziałam a on natychmiast podniósł głowę. 
- Nie zranię cię - nie mogłam odpowiedzieć bo chłopak położył swoją dłoń na moim policzku i zbliżył moją twarz do swojej, gdy miał już mnie pocałować zacisnęłam usta. 
- Współczucie to nie u mnie. - powiedziałam wstając i zostawiając go samego. 

 *

- Przykro mi Sally - powiedziałam dotykając ramienia mojej przyjaciółki. 
- Tylko tyle.? Przykro mi.? A może przepraszam że zostawiłam cię samą.? - była na mnie zła choć to ja powinnam być wściekła. 
- Czy ty siebie słyszysz.? To moja wina czy ja ci kazałam iść na tą jebaną imprezę - zapytałam sarkastycznie a ona rzuciła mi wściekłe spojrzenie. 
- Poszłaś się pieprzyć z tym twoim chujem, zostawiłaś samą i to najebaną - powiedziała wycierając spływający tusz. 
- Sally ty mnie zostawiasz samą przez całe życie, to ja mam być przy tobie ale ty przy mnie już nie..? 
To śmieszne. - zacisnęłam swoją dłoń w pięść.
- Bo ty Megan odtrącasz od siebie ludzi - powiedziała cicho. 
- Bo mnie ciągle ranią tak jak ty. - powiedziałam podnosząc głos. 
- Ja cierpię przez ciebie - powiedziała.
- Ty przeze mnie..? Kto brał mnie na imprezy gdzie dobierali się do mnie starzy goście..? Kto kazał mi brać nie wiadomo co przed każda imprezę..\? Przez kogo trafiłam na odwyk.? Sally to niszczysz moje życie - powiedziałam nachylając się w stronę dziewczyny. 
- To może je skończ - warknęła. Nie odpowiedziałam tylko wyszłam trzaskając drzwiami. 

*

- Dlaczego nie mogę się ścigać - zapytałam zła Tomilsona. 
- Megan dziewczyny się nie ścigają - powiedział odpychając mnie od swojego samochodu. 
- Ale ja chcę - powiedziałam niczym dziecko. 
- Nie odstajemy tego czego chcemy - powiedział odwracając się do mnie plecami. 
- Ty dostajesz - powiedziałam wrednie, chłopak zły odwrócił się w moją stronę. 
- To że nie da się ciebie zabić nie oznacza że nic ci nie grozi a jazda na motorze jest niebezpieczna. - powiedział łapiąc moje nadgarstki. 
- Niebezpieczny to jesteś ty - powiedziałam wyrywając się. 
Nie chciałam go dłużej słuchać i po prostu usiadłam na jego motor wyjeżdżając na ulicę, chłopak chciał mnie powstrzymać i jak najszybciej zamkną bramę, byłam pewna że zdążę przez nią przejechać więc przyspieszyłam. Nie udało się uderzyłam z impetem w tą durną bramę a motor odrzucił mnie w tył łamiąc  nogę a sam wleciał na miłość Tomilsona. 
- Kurwaaa..!! - krzyknął i zaraz poczułam jak szarpie mnie do góry, popatrzyłam na niego i głupkowato się uśmiechnęłam, nie spodziewałam się że ten kretyn mnie uderzy, i to w twarz z pięści. Nie skończył na tym upadłam na ziemię a on zaczął mnie kopać, gdy z moich ust popłynęła krew schylił się i wyszeptał.
- To twoja wina skarbie..!! 

To twoja wina..!! To twoja wina.!! Przez ciebie zginęli ludzie i przez ciebie ludzie cierpią..!!!

Poczułam jak ktoś mną potrząsa, ale nie byłam pewna czy to rzeczywistość czy nie..Otworzyłam oczy i zobaczyła Luka z uniesioną ręką. 
- Nie waż się mnie uderzyć - powiedziałam odsuwając się od niego
- Próbuję cię obudzić od dobrych 20 minut, krzyczałaś i raniłaś siebie, spójrz - powiedział podnosząc moją rękę na której były ślady moich paznokci i krew.
- Ta dzięki - powiedziałam a on się zaśmiał. 
- Ty naprawdę próbujesz wrócić do Nicka - powiedział arogancko, ale szybka zmiana humoru. 
- Bo tam na górze jest jedyne miejsce gdzie mogę być szczęśliwa, gdzie ludzie nie ranią.! A teraz wyjdź - powiedziałam spuszczając głowę. 
W odpowiedzi usłyszałam tylko trzask drzwi.
- Znów samotna - wyszeptałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz